środa, 11 kwietnia 2018

Steve Austin w filmie "Intruz"

  Witam wszystkich w pierwszym tematycznym poście. Dzisiejszym tematem jest film z udziałem jednej z największych gwiazd w świecie profesjonalnego wrestlingu - Stevem Austinem.
Jest on pierwszym bohaterem na tym blogu ponieważ wrestling jest "sportem" najbliższym memu sercu. Słowo "sport" zostało napisane w cudzysłowie, ponieważ wiele osób tak tego nie uznaje, z czym absolutnie się nie zgadzam, więc jeszcze zanim przejdziemy do głównego tematu, chcę trochę o tym opowiedzieć. Takie info dla kompletnych laików ;)
Wrestling porównuję bardzo często do sportowej opery mydlanej lub filmu akcji i mam tym samym nadzieję, że inni fani mnie za to nie zlinczują xd Wrestling to sportowe show, a zawodnicy odgrywają stworzone dla nich postacie tak samo jak aktorzy.
Zacznijmy jednak od początku. Sama idea zapasów (bo tak oczywiście możemy to po polsku powiedzieć, jednakże są to dwie różne rzeczy) pochodzi już z czasów starożytności. Najpierw zaistniała w Grecji, potem, jak to zwykle bywało ze wszystkim, w Imperium Rzymskim. Do dzisiaj zapasy są dyscypliną olimpijską.
Wrestling, a konkretnie pro-wrestling (pro - profesjonalny, pro-wrestlerzy zarabiają w przeciwieństwie do amatorów) różni się jednak nieco od tradycyjnych, olimpijskich zapasów. Wielu zapaśników zostało właśnie wrestlerami, zaczynając od amatorskich zapasów, np. Kurt Angle - złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w Atlancie 1996 r. Różnica polega głównie na tym, że umiejętności zawodników (wrestlingu) nie determinują wyniku walki. Każdy taki "pojedynek" jest wyreżyserowany a ludzie, którzy są za to odpowiedzialni to tzw. writerzy, którzy ustalają fabułę, układają tzw. storyline'y. Wrestling wzbudza przez to kontrowersje, mówi się, że jest udawany, it's fake ale to nie prawda. To nie gra komputerowa, każdy upadek, każde uderzenie przedmiotem jest prawdziwe. Kontuzje również się zdarzają, mimo że zawodnicy starają się nawzajem nie krzywdzić. Wrestlerzy są prawdziwymi sportowcami, którzy poświęcają dużo czasu treningom by być sprawni i prawidłowo wykonywać swoją pracę.

Pora zakończyć już ten temat, bo dość wymądrzania się i czas przystąpić do głównego wątku :D




  Steve Austin (właśc. Steven James Anderson/Williams, ringowe imię Stone Cold Steve Austin) ur. 18 grudnia 1964 r. w Austin, Texas. Najpierw trafił do federacji USWA w roku 1990, rok później przeniósł się do WCW, gdzie wygrał swój pierwszy tytuł WCW Television Championship pod imieniem Stunning Steve Austin. Przez uraz łokcia zmuszony był stamtąd odejść, lecz to nie przeszkodziło mu później dołączyć do ECW. Ostatnią przeprowadzką było dołączenie do WWF (obecnie WWE) w styczniu 1996 r., gdzie stał się rozpoznawalny.
W czerwcu 1996 r. wygrał turniej zwany "King of the ring", wtedy też wygłosił swoje słynne promo 3:16, co zapoczątkowało tzw. Attitude Era.
Stone Cold był postacią brutalną, nic nie było w stanie zatrzymać go przed osiągnieciem celu jakim było dostanie się na szczyt. Rywalizował z wieloma gwiazdami m.in. Bretem Hartem, Shawnem Michaelsem i Undertakerem ale jego największe rywalizacje to konflikt z The Rock'iem (fani "Szybkich i wściekłych" i nie tylko na pewno go znają) i z samym prezesem federacji Vince'm McMahonem.
W związku z urazem szyi (co niestety dosyć często się zdarza) przeszedł w 2003 r. na emeryturę. Jego kariera w WWE zakończyła się zdobyciem m.in. WWE Championship, Intercontinental Championship, World Tag Team Championship, a w 2009 r. wprowadzono go do Hall Of Fame.
Po wrestlingu Austin odkrył nowe "powołanie" związane z reality show. Jest gwiazdą kilku z nich, nadawanych przez CMT - "Steve Austin's Broken Skull Challenge" i zakończony w 2016 r. "Redneck Island". Prowadzi również podcast zatytułowany "The Steve Austin Show".
Oprócz programów telewizyjnych wystąpił również w filmach, m.in.: "Cichy świadek" (1985), "Beyond the mat" (1999), "Skaza" (2009), "Zabójcze polowanie" (2010), "Knockout" (2011).




Tytułowy film postu "Intruz" został wyreżyserowany przez Roberta Liebermana w 2010 roku. Oprócz Austina w filmie występują Erica Cerra, Adam Beach, Ron Lea, Jason Schombing, Viv Leacock, Dalila Bela, Geoff Gustafson.
Steve Austin odgrywa główną rolę byłego agenta FBI, który stracił rodzinę i pamięć. Aby móc dowiedzieć się kim jest i kto jest odpowiedzialny za śmierć najbliższych, musi sam wystąpić przeciwko FBI i Rosjanom (bo z kim Amerykanin mógłby walczyć jak nie z Rosjanami?). Co jakiś czas, jak na prawdziwego bohatera przystało, ociera się o śmierć, jednakże to tylko bardziej determinuje go by dojść do prawdy o swojej przeszłości i móc odpowiedzieć sobie na pytanie kto chce go zabić. Nieoceniona okazuje się pani psycholog, która ryzykując swoim życiem usiłuje pomóc naszemu bohaterowi przypomnieć sobie najważniejsze rzeczy.

Zapewne popełnię zbrodnię, mówiąc że film mi się nawet podobał (chociaż w skali od ujdzie do super jest blisko dolnej granicy) ale mój gust filmowy nie jest specjalnie wyszukany, jak już było mi dane wiele razy się o tym przekonać, więc hate me or love me (cytując piosenkę, której właśnie słucham). Zacznijmy jednak od początku.
Sama opowieść nie urywa pewnej części ciała, motyw głównego bohatera mało oryginalny a tytuł to już w ogóle. Z resztą co nowego można by było wymyślić? Być może jest to też jeden z nielicznych przypadków, gdy polscy tłumacze nieco podratowali ten fakt, zamieniając obcego na "Intruza". Tak nieco lepiej, prawda?
Mimo oklepanej fabuły akcja jest na dosyć wysokim poziomie. Nie jest może specjalnie ekscytująca ale jednak ciągle coś się dzieje, pościgi, bijatyki, strzelaniny, a to wszystko na dosyć emocjonalnym podłożu. Główna postać wywołuje raczej pozytywne emocje a przede wszystkim współczucie, bo przecież chyba tylko bezduszna osoba nie kibicowałaby facetowi, który utracił rodzinę.
Były momenty, które sprawiały, że wydawało mi się, że kompletnie nie rozumiem co się dzieje. Mówię tu o retrospekcjach, których nie znoszę, bo to zakłóca mi odbiór i miesza w głowie. Pomijam już fakt nachalności tego zabiegu. Kamera porusza się dosyć chaotycznie ale być może jest to celowe. Plusów ciężko się doszukiwać, film dosyć mdły ale aktorzy dosyć dobrze sobie poradzili.

Moim zdaniem film o wiele ciekawszy niż chociażby Batman v Superman ale do świetności brakuje. Widać, że budżet raczej nie był wysoki i decydując się na obejrzenie tego filmu raczej nie powinno się mieć wygórowanych oczekiwań. Taki tam z serii obejrzeć i zapomnieć. Poza tym wyłączenie czegokolwiek nawet po 10 minutach nie jest karalne ;p

Źródła:
https://www.wwe.com/superstars/stone-cold-steve-austin
https://abcnews.go.com/Entertainment/stone-cold-steve-austin-life-pro-wrestling/story?id=35893036

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stone_Cold_Steve_Austin



Z.O.
11 kwietnia 2018

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz